SZUKAJ

 

Podróże
1

Argentyna na wyciągnięcie… telefonu!

Sezon wakacyjny mamy już za sobą, ale chęci i okazji do podróżowania nam nie brakuje. Są tacy, co cenią sobie typowo letni wypoczynek – piaszczysta plaża, palma, drinki, a przede wszystkim błogie lenistwo…

Argentyna na wyciągnięcie… telefonu!

Sezon wakacyjny mamy już za sobą, ale chęci i okazji do podróżowania nam nie brakuje. Są tacy, co cenią sobie typowo letni wypoczynek – piaszczysta plaża, palma, drinki, a przede wszystkim błogie lenistwo. Inni natomiast preferują aktywną formę spędzania wolnego czasu – intensywne zwiedzanie, poznawanie innej kultury i obyczajów. Jest jednak coś, co łączy obydwa te stanowiska. Chęć podróżowania, a co się z nią wiąże, planowania samej podróży. Dziś jedna z zapalonych podróżniczek opowie Wam nieco, o swojej pasji i przybliży Wam przepiękną Argentynę. Macie ochotę na wirtualną podróż?

P

oczątek

Na pytanie, co mnie najbardziej kręci, bez dwóch zdań odpowiadam: “podróże”. Poznawanie kultur, degustacje nieznanych jeszcze potraw, interakcje z ludźmi, czy chociażby nowe powietrze, sprawiają, że ekscytuję się na samą myśl o wyjeździe. Zawsze interesowały mnie miejsca odległe i egzotyczne, dlatego postanowiłam zaplanować wycieczkę na inny kontynent. Oczywiście, mogłam skorzystać z portalu takiego jak np. TravelBird, który specjalizuje się w organizacji tego typu wczasów, jednak mi zamarzyło się coś bardziej spontanicznego. Chciałabym pokazać Ci, że wycieczki long-haul, bo taką mają oficjalną nazwę, potrafią być na wyciągnięcie ręki. A z pomocą paru aplikacji, nawet na wyciągnięcie telefonu! Zacznijmy więc od początku…

Mniej więcej raz na dwa tygodnie sprawdzam różne tanie linie lotnicze. Nie skupiam się na żadnym konkretnym miejscu, po prostu szukam okazji. Tamtego dnia w oko wpadła mi Argentyna. Lot w dwie strony kosztował około 1600 zł! Bez zbędnego zastanawiania się, kupiłam bilet. Pamiętaj: ceny za przelot wzrastają za każdym razem, gdy wchodzisz na tę samą datę, dlatego warto usuwać historię wyszukiwania.

Z

aplanuj z wyprzedzeniem

Po zabukowaniu lotu do Buenos Aires, od razu zabrałam się za przygotowania. 10 dni w tak dużym kraju to niewiele czasu, więc warto zrobić sobie szczegółowy plan, by wykorzystać go jak najlepiej. Po sprawdzeniu pogody (i mam tutaj na myśli szczegółowej, podzielonej na regiony oraz uwzględniającej wilgotność powietrza) okazało się, że w Patagonii o tej porze roku wszystkie zwierzęta migrują na cieplejsze tereny, a flora przygotowuje się do okresu zimowego. Na szczęście miałam plan zapasowy – rejon Mendoza. Zaplanowałam także wycieczkę do Chile, bo Mendoza położona jest tuż nad granicą, a obydwa kraje dzielą Andy. Wiedząc gdzie pojadę, ściągnęłam mobilną mapę miast na swój telefon. Tego rodzaju aplikacje pomagają w poruszaniu się  po nieznanych terenach i oszczędzają mi kupowania tradycyjnych map, które zazwyczaj gubię.

Fot: Buenos Aires - Pixabay

Użyłam aplikacji CityMapsToGo, ale Internet obfituje w wiele innych podobnego typu. Nie mam zbyt dobrej orientacji w terenie, a będąc za granicą, szczególnie w kraju, którego języka nie znam, ciężko o znalezienie łącza. Nie wspominając już o tym, że rachunki za roaming potrafią być kosmiczne…

Fot: Patagonia - Pixabay

R

ezerwacja hotelu

Mając mapy w kieszeni, zabrałam się za rezerwację hotelu. Zazwyczaj opieram się na opinii znajomych, jednak niewielu z nich było w Argentynie, więc inspiracji postanowiłam zaczerpnąć używając HolidayCheck. Jedną z moich wskazówek jest rezerwowanie hotelu na jedną noc. Powodów jest kilka. Po pierwsze, nie zawsze hotel okazuje się być takim, jak w ofercie, dlatego mam możliwość wcześniejszego wymeldowania, bez tracenia pieniędzy za rezerwację. Po drugie, miasta, które zwiedzam, to zazwyczaj duże metropolie. Czasami muzeum, czy restauracja znajduje się w zupełnie innej dzielnicy. Wybieram zatem hotel niedaleko, co sprawia, że nie muszę martwić się o podróż powrotną.

Z

wiedzanie

Oprócz znalezienia hotelu i map, zawsze czytam na temat transportu w danym kraju. Zazwyczaj nie jestem skłonna podróżować w pierwszej klasie, jednak w argentyńskich autobusach wydanie paru groszy (czy w tym przypadku peso) więcej na autobus okazało się świetnym pomysłem.
Podróżując w pierwszej klasie miałam możliwość rozłożenia fotela do leżącej pozycji co przy transferze nocnym zastępowało mi łóżko. O dziwo! Byłam bardzo wyspana. Oprócz tego miałam możliwość korzystania z pokładowego barku, a obsługa autobusu przez całą drogę serwowała przekąski (o kolacji i śniadaniu już nie wspominając).

Zawsze staram się też podróżować z lekkim bagażem, co oznacza, że nie zabieram ze sobą zbyt wielu ubrań. W większych miastach pralnie są praktycznie na każdym kroku, więc rano nastawiałam pranie, a wieczorem, po dniu spędzonym na zwiedzaniu, odbierałam jej od uśmiechniętych właścicieli, rzucając przyjazne “gracias”. Staram się także nie zabierać wielu sprzętów multimedialnych. Stają się one łatwym łupem dla ulicznych złodziejaszków.

Nawiązując do języka, warto nauczyć się paru podstawowych zwrotów. Zaoszczędzi to nam czasu i kłopotu, bo nie wszędzie mówi się po angielsku, chociaż stolica Argentyny pozytywnie mnie pod tym względem zaskoczyła! Zazwyczaj mam przy sobie aplikacje, które nie tylko pomagają mi w nauce słówek, ale też zapisują wszystkie zwroty, na wypadek gdybym zapomniała. Taką aplikacją może być np. Babbel. Nie zaszkodzi też poczytać o aktualnej sytuacji ekonomicznej w kraju, szczególnie jeśli posiada obcą walutę. W Argentynie kurs wymiany peso jest dość niekorzystny, dlatego lepiej wymienić pieniądze przed wyjazdem i mieć je w gotówce.

Oprócz ekonomii, możesz też poczytać o historii i kulturze. Nierzadko pewne rozmowy są tematem tabu, w Argentynie np. nie warto wspominać o Wyspach Malwiny, o które już od dawna toczy się zaciekły spór z USA.

Jeśli chodzi o kulturę, to skupiam się głównie na różnicach w kuchni oraz zachowaniu. Przykładowo, w niektórych krajach dawanie napiwków jest koniecznością, w USA jest nawet wliczone w rachunek, z kolei w niektórych rejonach Azji ma to wydźwięk wręcz obraźliwy. Jeśli chodzi o jedzenie, to pory oraz porcje różnią się od tych, do których my Polacy jesteśmy przyzwyczajeni. Argentyna dopiero późnym wieczorem budzi się do spożywania obiadokolacji, wtedy też w restauracjach można zamówić lokalne przysmaki. Przygotuj się także, że na śniadanie zaserwują ci lomito, czyli obfitą kanapkę ze stekiem z argentyńskiej wołowiny, która przecież uchodzi za najlepszą na świecie!

 

Na koniec, trzeba zasięgąć wiedzy na temat lokalnych chorób, ponieważ przy krótkich podróżach nie ma czasu na chorowanie. Informacje na temat szczepień uzyskasz tutaj. Zawsze zabieram ze sobą lub kupuję na miejscu, w zależności od zasad lotniska, tabletki na żołądek, żeby uniknąć niepożądanych sytuacji :).

Podziel się:
  • googleplus
  • linkedin
  • tumblr
  • rss
  • pinterest
  • mail

Napisane przez: Marlena

  • Arkadiusz Stawski

    Wszystko dobrze, ale należy zaznaczyć, że Argentyna toczy spór o Malwiny (Falklandy) z Wielką Brytanią, a nie z USA!
    AS